Ta historia jest prawdziwa, jest z TV,
A to wszystko za oknem tylko mi się śni.
Błękitnieje na ekranie dobro oraz zło,
Jakby Pan Bóg opowiadał, albo Bóg wie kto.
Ta historia nie ma końca, trwa i trwa.
To przecież życie. I to przecież ja.
Czas się rozpadł na kawałki, na odcinków sto.
Patrzę w ekran a nie w siebie, a nie o to szło
A tu nocy wciąż więcej i więcej.
Szukasz światła i zwierzasz się ścianom,
Szukasz światła i czegoś na serce,
A dostajesz operę mydlaną.
Ta historia jest prawdziwa, jest z TV,
A to wszystko za oknami tylko mi się śni.
Błękitnieje na ekranie dobro oraz zło,
Jakby Pan Bóg opowiadał, albo Bóg wie kto.
Kto mi pisze dialogi? Czemu gram tak naiwnie?
Czemu moja historia gorzej jest oświetlona,
Kiepsko jest napisana i tak źle obsadzona?
A tu nocy wciąż więcej i więcej.
Ta historia jest prawdziwa, jest z TV,
A to wszystko za oknami tylko mi się śni.
Błękitnieje na ekranie dobro oraz zło,
Jakby Pan Bóg opowiadał, albo Bóg wie kto.
Stoję pod Twoim oknem
Seledynowa lampka ćmi
Więc może jeszcze pomoknę
Wolno mi
Seledynowa lampka ćmi
Ma duszę i w dzień śpi
Nigdy jej nie zapalałeś
Przecież Ty sypiasz od drzwi
A jeśli ja któregoś dnia
Pod Twoje okno nie powrócę
I choć nie spotkasz nawet psa
Usłyszysz, usłyszysz jak nucę
Stoję pod Twoim oknem
Seledynowa lampka ćmi
Więc może jeszcze pomoknę
Wolno mi
Seledynowa lampka ćmi
Bo przecież zna moje sny
Nie bój się nie uciekaj
Nie, nie zapukam do drzwi
A jeśli Ty któregoś dnia
Nie zejdziesz ku milczącej sylwetce
To znak, że wierzyłeś wciąż
Że ja tam będę wiecznie
Stoję pod Twoim oknem
Seledynowa lampka ćmi
Więc może jeszcze pomoknę
Wolno mi, wolno mi...
Tak się urodzić
w niedzielę wieczór.
Nie chcieć, nie poczuć, nie przeczuć.
Być jak przesyłka,
jak paczka mała.
Sama chciała, sama chciała...
Tak chodzić do szkół
wszędzie po troszku.
Myśli i nerwy mieć w proszku.
Znaleźć i zgubić,
co matka dała.
Sama chciała, sama chciała...
Tak się niemądrze
w niemądrych kochać.
Nie trwać, nie czekać, nie szlochać.
Potem zazdrościć
tej, co płakała.
Sama chciała, sama chciała...
Tak się na dobre
rozlubić w tobie.
Z żalu za tobą wypłowieć.
Być nazbyt cicha
lub nazbyt śmiała.
Sama chciała, sama chciała...
Tak nagle ustać
w niedzielę wieczór.
Nie czuć, nie poczuć, nie przeczuć
Wśród jasnych buków
zasnąć jak skała.
Sama chciała, sama chciała...