popatrz z nieba siÄ™ sypie biel

jakby na górze podarł ktoś
na strzępy pierzynę
jakby anioł wróżył z piór
nam tak bardzo trzeba
dobrych wróżb
nikt z nas
nie powinien byc sam
w taki wieczór...

kończy się ten rok
dajmy mu na drogÄ™
prowiant z naszych trosk
bidon pełen łez
nowy wypełni nam
aż po brzegi kieszenie
- szczęściem.

nikt z nas
nie powinien byc sam
w taki wieczór...

w żłobie leży młody bóg
cuda, cuda
ogłosić przybył znów
dla ciebie...
dla mnie...

popatrz, jak sypie śnieg
milion płatków,
milion spełnionych pragnień...

nikt z nas
nie powinien byc sam
w taki wieczór...









Beze mnie byłbyś zbytkiem łaski,

duchowo całkiem niezebranym,
niepewnym jak ruchome piaski,
chudym jak klatka na bociany, o o o.

To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
ja jestem czujna, ja jestem zwarta,
ja jestem szparka, ja sekretarka, o o o.

Gdy twoje córy gryzą pazury,
gdy twoje żony piłują szpony,
twoi rodzice trwoniÄ… krwawicÄ™,
stroszą na głowie swoje sitowie, twoi synowie.

To ja zatwierdzam twoje premie,
ja trzynastkami łatam kieszeń,
z drogi usuwam ci kamienie,
oraczem jestem i lemieszem, o o o.

Ja jestem twojÄ… krowÄ… mlecznÄ…,
Temidą jestem w każdych sporach,
ja jestem władzą ostateczną,
bo tu już nie ma dyrektora, o o o.

Gdy twoje córy gryzą pazury...

To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
choć zalatana, nieubłagana,
dajcie mi gun'a, będzie nagana.

Gdy twoje córy gryzą pazury...