Beze mnie byłbyś zbytkiem łaski,
duchowo całkiem niezebranym,
niepewnym jak ruchome piaski,
chudym jak klatka na bociany, o o o.
To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
ja jestem czujna, ja jestem zwarta,
ja jestem szparka, ja sekretarka, o o o.
Gdy twoje córy gryzą pazury,
gdy twoje żony piłują szpony,
twoi rodzice trwonią krwawicę,
stroszą na głowie swoje sitowie, twoi synowie.
To ja zatwierdzam twoje premie,
ja trzynastkami łatam kieszeń,
z drogi usuwam ci kamienie,
oraczem jestem i lemieszem, o o o.
Ja jestem twoją krową mleczną,
Temidą jestem w każdych sporach,
ja jestem władzą ostateczną,
bo tu już nie ma dyrektora, o o o.
Gdy twoje córy gryzą pazury...
To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
choć zalatana, nieubłagana,
dajcie mi gun'a, będzie nagana.
Gdy twoje córy gryzą pazury...
Płaczmy razem, wrogu mój,
nad niezgodą, wojną, złem.
Umierajmy, Boże mój,
z umarłymi, których żal.
Opadajmy, orle z gór,
gdy dziką gęś ugodzi strzał.
Zwyciężajmy z tymi co
pokonani w domach śpią.
Rozpalajmy ognie, gdy
wkoło zamieć, mróz i ziąb.
Nie tak czarne są te sny,
sny, które się gromadzie śnią.
Do nas tu, do nas hej.
Niech się w kamień przetoczy łza.
Do nas tu, do nas hej.
Wystroimy was, komu szal, komu pas
Dajmy chleba temu, kto
zapomina, żegna nas.
Otwierajmy na noc drzwi,
choć nie spieszy do nas gość.
Nawołujmy, nawet gdy
nie czeka nikt, by wołał ktoś
Do nas tu, do nas hej.
Niech się w kamień przetoczy łza.
Do nas tu, do nas hej.
Wystroimy was, komu szal, komu pas.
Płaczmy razem, wrogu mój,
nad niezgodą, wojną, złem.
Umierajmy, Boże mój,
z umarłymi, których żal.
Opadajmy, orle z gór,
gdy dziką gęś ugodzi strzał.