Zapisz swoję ulubione piosenki Maryla Rodowicz-teksty

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Tak się urodzić

w niedzielę wieczór.
Nie chcieć, nie poczuć, nie przeczuć.
Być jak przesyłka,
jak paczka mała.
Sama chciała, sama chciała...

Tak chodzić do szkół
wszędzie po troszku.
Myśli i nerwy mieć w proszku.
Znaleźć i zgubić,
co matka dała.
Sama chciała, sama chciała...

Tak się niemądrze
w niemądrych kochać.
Nie trwać, nie czekać, nie szlochać.
Potem zazdrościć
tej, co płakała.
Sama chciała, sama chciała...

Tak się na dobre
rozlubić w tobie.
Z żalu za tobą wypłowieć.
Być nazbyt cicha
lub nazbyt śmiała.
Sama chciała, sama chciała...

Tak nagle ustać
w niedzielę wieczór.
Nie czuć, nie poczuć, nie przeczuć
Wśród jasnych buków
zasnąć jak skała.
Sama chciała, sama chciała...









Gdy wezmą nam ostatni chłam, ostatni łach do spania.

Ja na to w śmiech, panowie, ja wchodzić nie zabraniam.
Gdy oclą mi ostatnie drzwi, ostatni dach nad głową.
To powiem cóż - bywało już i zimno, i niezdrowo.

Czy pan jest sam, czy panów dwóch,
otwieram drzwi na oścież.
Ach co za szum,
ach co za ruch,
ach jacy mili goście.
Siekierę weź i porąb stół,
gdy trudność się wyłania.
Bo to co gram,
co w sercu mam,
jest nie do odebrania.

Gdy wezmą nam ostatni chłam, ostatni łach do spania.
Ja na to w śmiech, panowie, ja wchodzić nie zabraniam.
Gdy przyjdzie ta, co kosę ma i oczy jak latarnie,
dam wódki gram i - ech madame - niech pani mnie przygarnie

Jak żyło się, tak żyło się
otwieram drzwi na ościerz.
Weź ręce dwie i oczy te,
o więcej mnie nie proście.
Zrób tylko pstryk i wyłącz dźwięk
i miejsce zrób na saniach,
bo to co gram,
co w sercu mam,
jest nie do skasowania.









Co słychać u was tam,

z tamtej strony gwiazd.
Czy zazdrościcie nam,
podziwiacie nas.

Nad pończochą igła, nić,
wić się tobie nocy wić,
a tobie serce - bić.

Stygnie wódka w cienkim szkle,
samotnieją ręce dwie,
tak już mało mnie,
tak już mało mnie.
Po tamtej stronie tła,
po waszej stronie gwiazd,
łaskawsza może mgła,
mniej okrutny czas.
W mojej szklance na dnie piach,
w moim lustrze nagle strach,
bo ja, bo ja, bo my,
i... i połączyć trudno tak,
te dwa słowa w jeden znak,
to ja, ja i my, ja i my, ja i my.
Stygnie wódka w cienkim szkle,
samotnieją ręce dwie,
tak już mało mnie,
tak już mało mnie.
Po tamtej stronie tła,
po waszej stronie gwiazd,
łaskawsza może mgła,
mniej okrutny czas.
W mojej szklance na dnie piach,
w moim lustrze nagle strach,
bo ja, bo my,
i... i połączyć trudno tak,
te dwa słowa w jeden znak,
to ja, ja i my.

W mojej szklance na dnie piach,
w moim lustrze nagle strach,
nie ja i nie my, i nie my. Nie, nie my