Gdy wezmą nam ostatni chłam, ostatni łach do spania.

Ja na to w śmiech, panowie, ja wchodzić nie zabraniam.
Gdy oclą mi ostatnie drzwi, ostatni dach nad głową.
To powiem cóż - bywało już i zimno, i niezdrowo.

Czy pan jest sam, czy panów dwóch,
otwieram drzwi na oścież.
Ach co za szum,
ach co za ruch,
ach jacy mili goście.
Siekierę weź i porąb stół,
gdy trudność się wyłania.
Bo to co gram,
co w sercu mam,
jest nie do odebrania.

Gdy wezmą nam ostatni chłam, ostatni łach do spania.
Ja na to w śmiech, panowie, ja wchodzić nie zabraniam.
Gdy przyjdzie ta, co kosę ma i oczy jak latarnie,
dam wódki gram i - ech madame - niech pani mnie przygarnie

Jak żyło się, tak żyło się
otwieram drzwi na ościerz.
Weź ręce dwie i oczy te,
o więcej mnie nie proście.
Zrób tylko pstryk i wyłącz dźwięk
i miejsce zrób na saniach,
bo to co gram,
co w sercu mam,
jest nie do skasowania.









Co zdarzyło się za dnia

Nie odmieni w nocy
Albo anioł za mną szedł
Albo diabeł kroczył

Proszę tylko byś nie krzyczał
Z tej jedynej księgi
Że za dzień, który przeżyłam
Nie podasz mi ręki

Nie wiem jak i z czyjej winy
Ot, po prostu płonę
Ale nawet, gdy się gubię
Wciąż jestem przy Tobie

Proszę tylko, byś mi częściej
Dał czerwone światło
Żeby życie tak nie gnało
Żeby nie wyblakło

Lecz jeżeli znów Ci ze mną
Znów - Boże - nawali
To spraw tylko, żeby ludzie
Bardziej się kochali

Żebym mogła się nastarać
Napracować z tymi
Którzy pewnie nie odpoczną
Pomiędzy świętymi
Co zdarzyło się za dnia
Nie odmieni w nocy
Albo anioł za mną szedł
Albo diabeł kroczył

Chcę jedynie Cię przeprosić
Choć się gubię, miotam
Że Cię tylko tak malutko
Tak po ludzku kocham