Odejdę,

nie spamiętam,
widać nie byłam święta,
widać mnie źle uczyli
widać za mało bili tata z mamą.
Nie myślcie o mnie źle,
widać nam chodzi nie o to samo.
Polem, łąką,
bliska skowronkom
odchodzę.
Drogą, ścieżką,
tam gdzie nie mieszkam,
odchodzę.
Miedzą, rżyskiem,
sama ze wszystkim
odchodzę.
Napisz do mamy,
gdzie się spotkamy po drodze.

Odejdę...









Beze mnie byłbyś zbytkiem łaski,

duchowo całkiem niezebranym,
niepewnym jak ruchome piaski,
chudym jak klatka na bociany, o o o.

To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
ja jestem czujna, ja jestem zwarta,
ja jestem szparka, ja sekretarka, o o o.

Gdy twoje córy gryzą pazury,
gdy twoje żony piłują szpony,
twoi rodzice trwonią krwawicę,
stroszą na głowie swoje sitowie, twoi synowie.

To ja zatwierdzam twoje premie,
ja trzynastkami łatam kieszeń,
z drogi usuwam ci kamienie,
oraczem jestem i lemieszem, o o o.

Ja jestem twoją krową mleczną,
Temidą jestem w każdych sporach,
ja jestem władzą ostateczną,
bo tu już nie ma dyrektora, o o o.

Gdy twoje córy gryzą pazury...

To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
choć zalatana, nieubłagana,
dajcie mi gun'a, będzie nagana.

Gdy twoje córy gryzą pazury...