nie ma cię

bardziej niż zwykle
jeden cień
igra po ścianie
do wynajęcia, od dziś
moje serce
mierzy czas
piasek w klepsydrze
spięty szkłem
fragment pustyni
do wynajęcia, od dziś
za bezcen...

po co mi dnie?
noce niepotrzebne też...
bądź, nim wszystko straci sens
nawet ja...
kochanie
po co mi dnie?
ciało niepotrzebne też
bądź nim wszystko straci sens
nawet ja...

cicho tu
ciszej niż zwykle
szeptem deszcz
stuka w parapet
do wynajęcia od dziś
moje serce

ciemno tu
ciemniej niż zwykle
tylko gwiazd
tlą się płomyki
do wynajęcia, od dziś
za bezcen...









Beze mnie byłbyś zbytkiem łaski,

duchowo całkiem niezebranym,
niepewnym jak ruchome piaski,
chudym jak klatka na bociany, o o o.

To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
ja jestem czujna, ja jestem zwarta,
ja jestem szparka, ja sekretarka, o o o.

Gdy twoje córy gryzą pazury,
gdy twoje żony piłują szpony,
twoi rodzice trwonią krwawicę,
stroszą na głowie swoje sitowie, twoi synowie.

To ja zatwierdzam twoje premie,
ja trzynastkami łatam kieszeń,
z drogi usuwam ci kamienie,
oraczem jestem i lemieszem, o o o.

Ja jestem twoją krową mleczną,
Temidą jestem w każdych sporach,
ja jestem władzą ostateczną,
bo tu już nie ma dyrektora, o o o.

Gdy twoje córy gryzą pazury...

To ja to ja to ja,
przyłbica twoja i ostoja,
choć zalatana, nieubłagana,
dajcie mi gun'a, będzie nagana.

Gdy twoje córy gryzą pazury...