Nie śpij, nie, obudź się.
Obudź, obudź się, zobacz, zobacz mnie, otwórz oczy.
Po co spać, lepiej wstać.
Drzewa sadzić, grzechy prać.
Nie śpij, nie, obudź się.
Póki zęby masz, póki ważną twarz, nie zasypiaj.
Po co spać, lepiej wstać.
Drzewa sadzić, grzechy prać.
Mocno żyj, na pełen gaz,
Kochaj i pij jeszcze raz, jeszcze raz.
Kto to słyszał mówić pas?
Nie połykaj na noc prochów,
Ani nie pij piwka w noc.
A po co?
Nie śpij, nie, obudź się.
Jeszcze tyle ról, jeszcze tyle gier do zagrania.
Po co spać, lepiej wstać.
Drzewa sadzić, grzechy prać.
Mocno żyj, na pełen gaz,
Kochaj i pij jeszcze raz, jeszcze raz.
Kto to słyszał mówić pas?
Nie połykaj na noc prochów,
Ani nie pij piwka w noc.
A po co?
Nie śpij, nie, obudź się.
Jeszcze tyle rÄ…k, jeszcze tyle ust do kochania.
Po co spać, lepiej wstać.
Wstań i weź górne cis,
Kiedy serce woła bis.
No i co? no i pstro,
i nie ma o czym gadać.
Coś było, się zmyło,
ja za to odpowiadam.
Nie wiem nic i wiedzieć nie chcę,
wszystko sobie ważę lekce.
Niepotrzebne odrzucam,
jak skórkę pomarańczy.
Już nie tańczę, nie tańczę.
No i co? no i pstro,
a myślałby kto, że coś.
I złapcie po fakcie
niełatwą mą kobiecość.
Więcej rozmawiać z wami
nie mam już ochoty.
I tak powiedziałam za dużo.
Za chwilÄ™ mnie zabierze
helikopter złoty z załogą
pierwszorzędnych Francuzów.
Już nie będę z wami,
ani z nikim innym,
na żarty, ani na serio.
Nie będzie telefonów,
ni związków rodzinnych
w moim Rio de Janeiro.
Nie wiem nic,
wiedzcie sobie sami,
wiedza to życia dynamit.
Znów trzęsienie w Hong Kongu,
ówdzie plaga szarańczy.
A ja nie tańczę, nie tańczę.
Już nie tańczę, nie tańczę.